Bartosz Matkowski – Szczurze harce + zakładka 3D
Bartosz Matkowski – Szczurze harce + zakładka 3D

Jest rok 1916, środek pierwszej wojny światowej, trwa bitwa pod Verdun. Niemiecki batalion szturmowy pod wpływem żądnego sławy majora Matthiasa rzuca się do kolejnego już natarcia na francuskie pozycje. Wśród nich jest Reinhard i Ingo, dwójka przyjaciół, którzy przemaszerowali wspólnie całą Europę. Pod wpływem błędu w ocenie możliwości oddział grzęźnie w błocie ziemi niczyjej i zostaje zdziesiątkowany przez obrońców. Nad teatrem wojennych zmagań, po relokacji batalionu, niebo spowija gęsta chmura dymu. Bohaterowie zauważają, że obłok przybiera kształt złowrogiego Czarnego Szczura. Wkrótce kadrę dowódczą dotyka szaleństwo, a nad szeregowymi żołnierzami zawisa widmo obłędu. Tymczasem zbliża się francuska kontrofensywa. Zanurz się w ponure […]

previous arrow
next arrow

Abywagon, Niemy Sługus Słów

Nosi na sobie nie zbroję, lecz ciężar historii. Nie toczy się po ziemi, ale po granicy między światem cichym a opowiedzianym. Wózek? Tak mówią o nim nieświadomi. Dla tych, którzy wiedzą, Abywagon jest czymś więcej. Jest Niemy Sługus Słów – naczynie stworzone do transportu myśli, cieni i marzeń zamkniętych między okładkami.

Zrodzony został nie z metalu, lecz z potrzeby – tej odwiecznej, palącej potrzeby, by książki dotarły na miejsce. Gdy tylko Kijanka przystaje na bruku wydarzenia, Abywagon zjeżdża z niej jak duch materialnej logistyki. Cichy. Zdeterminowany. Gotów na każde podłoże, na każdy krawężnik i każdy dywan zbyt miękki, by cokolwiek na nim utrzymać.

Nie mówi – ale służy. Nie błyszczy – ale pracuje. W jego drewnianych burtach i skrzypiących osiach zapisane są ślady tomów, które debiutowały na oczach nieznajomych. Każde zadrapanie to jedno „o wow, to wygląda ciekawie”, a każde zatarcie kół – jedna rozmowa, która zaczęła się od okładki, a skończyła na prenumeracie.

Abywagon zna drogę od Kijanki do stoiska lepiej niż niejeden człowiek zna samego siebie. Nawet, gdy ludzie się gubią w gąszczu sal i pawilonów, on po prostu jedzie. Bo jego misja jest święta: żadne słowo nie może zostać w aucie.

Niektórzy twierdzą, że kiedy nikt nie patrzy, jego koła kręcą się same. Że szeptem, który słychać przy porannej rozładunkowej ciszy, nie są wcale głosy ludzi, lecz echa liter, które nie mogą się już doczekać, by zostać przeczytane.

Nie ma sterów. Nie ma sterownika. Ale zawsze trafia tam, gdzie powinien. I zawsze wraca. Może dlatego, że nikt nigdy nie widział, jak odjeżdża – bo Abywagon nie odjeżdża. On znika. Do czasu kolejnej wyprawy.