Legenda o Mista Cracenie z apokryfów Abywersum, przekaz ustny, spisany przez Kustosza Pergaminów z Doliny Druku.
Dawno, dawno temu, w czasach, gdy druk jeszcze parował farbą, a skład tekstu wymagał magii, nie technologii, pojawił się wśród ludzi i stworzeń Istotnych osobliwy byt — Mista Cracen. Był to osobnik z głębin ośmiornico-podobny, acz z powagą i wąsem godnym każdego filozofa. Nikt nie wiedział dokładnie, skąd przybył — jedni mówili, że z Morza Zecerów, inni, że z Doliny Słów Zbędnych, gdzie każde zdanie ginie pod ciężarem przecinka. Faktem było tylko jedno: objawił się nagle w progach Wydawnictwa Abyssos — i został.
Nie był zwykłym stworzeniem. Mista Cracen pełnił funkcje wszelakie i poważne. Redaktor — poprawiał, co napotkał. Korektor — wyłapywał błędy, nim jeszcze się pojawiły. Pisarz — tworzył rzeczy dziwne, czasem piękne, czasem przerażające, ale zawsze złożone. I wiceprezes — nie z tytułu, a z czynu.
A jednak nie był szczęśliwy. Nocami, przy bladym świetle lampy, siedział pochylony nad klawiaturą lub garnkiem, mrucząc do siebie w języku, którego nikt nie znał, ale wszyscy rozumieli. Nie był to język słów, lecz język zmęczenia, frustracji i lekkiego absurdu. Bo Mista — choć serce oddał Abyssosowi — był niewyspany i przepracowany. Nie z powodu liter, lecz przez inną pracę, tajemniczą, której nazwy nie wolno było wypowiadać na głos. Mówiono tylko, że była to Praca-Etatułka, która wysysała siły życiowe z każdego stworzenia, które ją podjęło.
Mimo to, Mista Cracen był istotą niesamowicie towarzyską. Gdy tylko miał chwilę — a bywały takie, choć rzadko — potrafił mówić bez końca. O książkach, o jedzeniu, o sprzedaży, o drobnych dziwnościach życia. Klienci kochali go za to — jego tentakle wskazywały promocje szybciej niż oczy zdążyły zarejestrować tytuł. Był królem sprzedaży bezpośredniej, nie dlatego, że przekonywał — ale dlatego, że opowiadał. Kto raz usłyszał, ten kupował. Kto kupił, wracał po więcej.
Nie można też nie wspomnieć o jego kulinarnej pasji. Mista Cracen gotował. Ośmiorniczymi mackami jednocześnie mieszał, doprawiał, siekał i nalewał. Jego dania były dziwne, często nie do końca legalne w granicach smaku, ale zawsze niezapomniane.
Najważniejsze jednak, że był niezastąpionym przyjacielem Pandreda, Najmroczniejszego Redaktora Abyssos. To z nim prowadził nocne rozmowy bez sensu, to jemu przynosił kawę, zanim jeszcze słońce odważyło się wstać. Gdy Pandred milczał — Mista mówił. Gdy Pandred mówił — Mista kiwał głową, mieszając zupę.
I choć Mista Cracen bywa zmęczony, przygarbiony i czasem znikający na dni całe, wieść niesie, że w każdej najważniejszej decyzji wydawniczej czuć dotyk jego macki.
Bo oto jest — Mista Cracen. Redaktor głębin. Strażnik przecinków. Kulinarno-gadatliwy przyjaciel z otchłani.
I jak mawia sam Cracen, z cichym mruczeniem w parze: „Znowu nie spałem… ale chociaż zrobiłem przecinek dobrze.”
